2B WITH LATVIA, czyli weekend z kulturą i sztuką łotewską

7 i 8 grudnia w bielskiej galerii BWA odbył się weekend z kulturą i sztuką łotewską, z punktem programu w postaci warsztatów komiksowych prowadzonych przez Ingrīdę Pičukāne, Oskarsa Pavlovskisa oraz Martinsa Zutisa, z których twórczością polski czytelnik mógł zetknąć się na przykład w dystrybuowanym w naszym kraju przez Centralę magazynie Kuš!. Autorzy przywieźli kilka numerów ze sobą, a przejrzenie ich zawartości zrobiło bardzo pozytywne wrażenie na uczestnikach warsztatów, raczej nie zainteresowanych komiksem w takim stopniu jak choćby ja.
1Ilość miejsc na warsztatach była ograniczona do trzydziestu, natomiast w galerii pojawiło się czworo dorosłych uczestników (łącznie ze mną) oraz dość liczna grupa dzieci. W związku z taką liczbą osób mógłbym narzekać na bardzo nikłe zainteresowanie tematem, jednak po pierwsze wymienionych wyżej twórców należy uznać za niemal całkowicie nieznanych w Polsce (Kuš! nie bije u nas rekordów popularności, choć zdecydowanie na to zasługuje), a po drugie, jak się okazało, ze wsparciem entuzjastycznie nastawionych najmłodszych wcale nie czuło się, że jest nas tak mało.
Warsztaty, zaplanowane w godzinach 11:00-17:00, składały się z kilku dość prostych ćwiczeń. Okazało się, że żadna z siedzących ze mną przy stole osób nie robiła wcześniej historii obrazkowych, w każdym razie nie na większą skalę. Rekordzista narysował jeden, składający się z dwóch kadrów pasek. Jak stwierdził, lubi próbować nowych rzeczy i teraz ma ochotę zająć się komiksem. Reszta przyszła bardziej z ciekawości, żeby zobaczyć, jak wyglądają takie warsztaty. Z naszych rozmów dowiedziałem się, że nie wiedzą za wiele o komiksach. Kiedy pytali mnie, gdzie można kupić magazyn Kuš!, zachęceni tym, co zobaczyli na jego stronach, a potem słyszeli moją odpowiedź, że w internetowym sklepie wydawnictwa Centrala, w ogóle nie kojarzyli, jakie wydawnictwo mam na myśli. Co chyba dobrze świadczy o samym przedsięwzięciu, bo znaczy to, że Ingrida, Oskars i Martins trafili do (fakt, że niewielkiej) grupy ludzi, którzy dopiero chcieliby zainteresować się medium, jakim jest komiks, czyli do potencjalnych nowych odbiorców.
3Pierwsze ćwiczenie, którego zasady poznaliśmy zaraz po przedstawieniu nam Lāčplēsisa, bohatera łotewskiego eposu narodowego, polegało na wspólnym wymyśleniu i narysowaniu podobnej, ale polskiej postaci. Nikt nie tworzył jej od początku do końca: najpierw należało narysować głowę, później zagiąć kartkę w taki sposób, żeby nikt inny nie widział fragmentu rysunku, a potem podać ją osobie siedzącej obok. Ta z kolei miała narysować tułów i znów zagiąć kartkę, aż do momentu, w którym powstawały nogi. Prosta, dość znana zabawa i, choć jej efekty, czyli najczęściej niedorzeczni, poskładani z niepasujących do siebie części bohaterowie, wywoływały sporo śmiechu, mająca niewiele wspólnego z komiksami.
2Szybkie stworzenie tych postaci służyło czemuś innemu: na końcu każdy dostawał jedną z nich, a następnie miał narysować o niej liczący osiem stron komiks. Żeby to zrobić, twórcy z Łotwy polecili nam poskładać kartki formatu A3 w, jak przypuszczam, znany wielu autorom zinów sposób, czyli tak, by podzielić kawałek papieru na osiem równych prostokątów. Po zrobieniu nacięcia na środku da się złożyć całość w niewielką książkę bez potrzeby szycia lub wiązania stron. Następnie wszyscy uczestnicy warsztatów mieli około pół godziny dla siebie i swojej historii. Po wszystkim każdy przedstawiał swoją historię, z czego wynikła jedna bardzo ważna rzecz, mianowicie to, że brak skrępowania i sceptycyzmu w czasie zajmowania się komiksem miał niezwykle pozytywny wpływ na opowieści zrobione przez dzieci. Nie chodzi o to, że dorosłym przeszkadzała świadomość braku zdolności do rysowania i opowiadania obrazami (w każdym razie takiego, które dałoby się uznać za choćby trochę lepsze niż przeciętne), ale najmłodsi tworzyli bez jakichkolwiek zahamowań, nawet nie zastanawiając się nad tym, co tworzą. W ich pracach widoczna była czysta radość pozbawiona kalkulacji oraz rozmyślań, czy ich szkice są poprawne, dzięki czemu prace, jakimi się zajmowali, były po prostu lepsze, a mi nasunęła się oczywista w takiej sytuacji myśl: chciałbym, żeby te komiksy nie należały do ich ostatnich i żeby w każdym dorosłym twórcy kryło się tak dużo dziecięcego entuzjazmu.
4Ostatni etap warsztatów stanowił ‘comic jam’: wszyscy uczestnicy znowu dostali po jednej, liczącej osiem stron książce z czystymi kartkami, trochę mniejszej niż wcześniej, ale nie mieli rysować całej historii. Każdy zajmował się tylko pierwszą stroną, potem zaś oddawał książkę osobie siedzącej obok, co przypominało pierwsze ćwiczenie, jednak tym razem było związane z komiksami. Ta część przedsięwzięcia wydała mi się najciekawsza, zaś w jej rezultacie powstało kilka obiektywnie dobrych i naprawdę zabawnych, a przede wszystkim zaskakujących krótkich opowieści.
Wszystko, co narysowali uczestnicy warsztatów zebrano i ułożono zaraz obok stołów z przyborami do rysowania, więc każdy mógł na spokojnie przejrzeć efekty kilkugodzinnych działań (w trakcie zajęć niekoniecznie był na to czas). Z jednej strony trudno pochwalić autorów z Łotwy za jakiekolwiek odkrywcze pomysły; zaproponowali trzy proste ćwiczenia, polegające na tworzeniu wspólnej ilustracji, samodzielnej opowieści obrazkowej, a na końcu kilku wspólnych miniaturowych komiksów. Można powiedzieć, że nie wnieśli nic poza wyjaśnieniem zasad i współuczestnictwem w każdym z etapów. Osoby, które nie miały żadnego pojęcia o komiksach, a tym bardziej o ich tworzeniu, przyszły i (na przykładzie drugiego ćwiczenia) usłyszały po prostu: „Narysujcie komiks, macie pół godziny”. Z drugiej strony, najwyraźniej wszyscy wiedzieli co mają robić (choć zabrakło mi omówienia komiksów z warsztatów i wskazówek, jak poprawić efekty swojej pracy… może gdybyśmy mieli więcej czasu?), a prowadzący dali od siebie coś być może lepszego i ważniejszego niż łopatologiczne (i w dodatku niekoniecznie potrzebne) wyjaśnienia, jak zabrać się za stworzenie historii obrazkowej. Ingrīda Pičukāne, Oskars Pavlovskis i Martins Zutis zapewnili świetną atmosferę, dzięki której nikt nie powinien mieć wątpliwości, że zajmowanie się komiksami to świetna zabawa. Poza tym to troje sympatycznych i otwartych ludzi, z którymi każdy mógł porozmawiać właściwie o wszystkim, o ich kraju, o tym, czym się zajmują i jakie mają plany na przyszłość. Nie nazwałbym tego częścią oficjalną warsztatów, ale jednak czymś równie istotnym, sprawiającym, że będę je wspominał jeszcze lepiej.
IMG_6709W przyszłości chętnie udałbym się na więcej podobnych zajęć tego typu, dobrze byłoby znów mieć taką okazję u siebie w mieście. W miarę możliwości z większą ilością uczestników i czasem na omówienie komiksów, które narysują.

{autor relacji: Michał Misztal} {zdjęcia: Justyna Łabądź oraz Krzysztof Morcinek}

Dodaj komentarz

Filed under sygnały

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s